Książka – Świadectwa Boga i diabła Cz.II „TAJEMNICE”

Dziś oddaję jej część, by wszyscy wiedzieli jak ważna jest pokuta i modlitwa w życiu człowieka, jak ważne jest zbawienie duszy.

Wydawców zainteresowanych wydaniem tej książki zachęcam do kontaktu: apostolus@onet.pl

Fragmenty wyłącznie do odczytu. Kopiowanie, rozpowszechnianie i przedruki zabronione bez zgody autora: Kamil Stanisław Banasiowski

KSIĄŻKA

Świadectwa Boga i diabła Cz.II „TAJEMNICE”

Autor: Kamil Stanisław Banasiowski

Na początek

Pewien kapłan rzekł: „Nie bierzcie przykładu z człowieka, nie bierzcie przykładu nawet ze świętych, bo każdy jest grzeszny, także święci byli. Bierzcie przykład z Jezusa, albowiem On jest doskonałością – z Niego bierzcie przykład, i z Matki Jego Maryi – z Nich bierzcie przykład

Prawa przyjaźni z Chrystusem

” 12 To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. 13 Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. 14 Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. 15 Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. 16 Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. 17 To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali. ” [J15,12-17]

Książkę tę napisałem dla Chwały Bożej

Chwała Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu. Teraz i na wieki.

Chwała Najświętszej Pannie Maryi, Królowej serca mego.

Książkę dedykuję wszystkim tym, których noszę w swoim sercu, wszystkim tym, o których pisałem, wszystkim tym, dla których pisałem.

Wstęp

Książka ta jest kontynuacją poprzedniej części Świadectwa Boga i diabła, jest także obietnicą jaką w niej złożyłem. Wszystkie opisane w niej wydarzenia są prawdziwe. Ta książka jest dla mnie szczególnie trudna, gdyż dotyka sfery bardzo osobistej, nie tylko mojej, ale również moich bliskich. Dotyka Kościoła i jego hierarchów, dotyka świata polityki i znanych ludzi, dotyka Polski i całego świata, oraz tego wszystkiego co przyjść musi. Jestem w pełni świadomy swojej odpowiedzialności za każde zawarte w niej słowo, przed Bogiem i ludźmi. W tej książce są zawarte autentyczne świadectwa Boga i diabła oraz wielkie tajemnice, które czas już wyjawić.

Z serca błogosławię wszystkim, co czytają tę książkę. Autor -13

ROZDZIAŁ I

1.Syn pierworodny

Kiedyś, gdy zawarłem przymierze z Bogiem i stanąłem do walki z diabłem, bałem się, lecz ja Bogu zaufałem i podjąłem tę walkę, walkę na śmierć i życie, zdając sobie sprawę, że nie będzie łatwo, że przyjdzie cierpienie, ale nie myślałem, że będzie tak wielkie. Lecz nie żałuję tej decyzji, przeciwnie – Bogu za nią dziękuję.

„34 Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.35 Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; 36 i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. 37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. 38 Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. 39 Kto chce znaleźć swe życie, straci je. a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.” [Mt10,34-39]

Tak też się stało, domownicy stali się moimi przeciwnikami. Mój syn został opętany przez szatana i zwrócił się przeciwko mnie. W dniu 13 czerwca 2015 wszedł do kościółka pw. Matki Bożej Śnieżnej dokonując profanacji tego kościoła, zaś obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus przebił widłami. Nie wiedział dlaczego to zrobił, dręczyło go to co uczynił. Błogosławiona to wina jak powiedział ksiądz proboszcz Stanisław Styś, albowiem okazało się przy jego renowacji, że obraz ten liczy sobie niemal 600 lat i jest trzynastym odnalezionym powstałym w warsztacie „Mistrza Matki Boskiej z kościoła św. Marka” około połowy XV w. Obraz ten był uznany za Cudowny Obraz poprzez cuda jakie się wtedy przy nim dokonywały i dokonują po dziś dzień. Sam jestem tego świadectwem i zaświadczam o cudownym działaniu Maryi. Dziś Cudowny Obraz znajduję się w kościele pw. NMP w Iłży.

Gdy mój syn wbił Matce Bożej widły w Serce, ból przeszył również moje serce, choć nic o tym nie wiedziałem, co w tym czasie czynił. Szatan zaatakował również mnie, czułem ogromny ból duszy a serce mi szalało, cierpienie było tak wielkie, że w konsekwencji wylądowałem na szpitalnej izbie przyjęć. Lecz nic nie stwierdzono, EKG wyszło prawidłowo, choć podczas jego wykonywania rozrywało mi serce, a ciałem targało jakbym był kopany. Po kilku dniach dowiedziałem się dopiero co uczyniło w tym dniu i w tym czasie moje dziecko, mój kochany syn. Ponad dwa lata pokutowałem, pościłem i modliłem się do Boga prosząc o miłosierdzie dla niego, jego zaś Matce Bożej zawierzyłem. Gdy zbliżała się jego śmierć, to trzy miesiące wcześniej już ją czułem, dostałem także znaki we śnie. Dostałem zapowiedź walki i poznałem duchy nieczyste, które się do jego śmierci przyczyniły.

Był wieczór gdy syn mój wyszedł z domu mówiąc, że wróci jeszcze zanim mama przyjdzie z pracy. Gdy wyszedł padłem na kolana, bo takie miałem natchnienie i różaniec  święty za niego zmawiałem. Gdy zakończyłem modlitwę zwróciłem się do Boga – Ojcze, Ty wiesz jak ja go bardzo kocham, Ty wiesz jak bardzo pragnę jego nawrócenia, jednak uczyń z nim co zechcesz, tak jak chcesz, tak jak Ty chcesz , nie jak ja. Święta jest Twoja wola. Do Maryi się zwróciłem inaczej niż zwykle, nie prosiłem o nic, za nic nie dziękowałem. Powiedziałem tylko – Matko, niech będzie tak, jak chce Bóg. Święta jest wola Boża. Pięć godzin później mój syn był już martwy, a ciało odnaleziono w rzece dopiero wieczorem po całodziennych poszukiwaniach, zaledwie 100 m od domu. Choć moja modlitwa była szczera, z głębi serca płynąca, to pojąłem jej słowa dopiero gdy nie wrócił do domu, rankiem o ósmej godzinie. Wiedziałem już, że nie wróci, płakałem mówiąc do Boga: Skoro tak postanowiłeś Panie – święta jest Twoja wola. Piątego dnia oddałem jego duszę Bogu w kaplicy namaszczając jego czoło swoją śliną, księdza nie było, i nikogo przy tym nie było. W kolejnych dniach miały miejsce dwa objawienia. Moja siostra widziała Bramę Niebieską namalowaną na kościele, na tyle głównego ołtarza (prezbiterium), przez którą wszedł do środka, zaś brat mój poznał przyczynę jego śmierci, a wyjawiła mu to sama Maryja. Matka Boża powiedziała, że śmierć była dla niego ratunkiem. Niech pojmuje kto może. Ja zaś mogłem się radować z jego zbawienia, choć serce mi pękało z bólu i tęsknoty.

Powiedziałem mojej żonie, że oddałem go Bogu, musiałem jej powiedzieć, nie mogłem przed nią tego faktu ukrywać. Mówiłem jej już dużo wcześniej co się zbliża, że będzie płakać nad jego grobem, że musi się za niego dużo modlić. Nie uwierzyła i nie mogła pojąć i myślę, że nie może pojąć do dzisiaj. Ja zaś widząc zbliżającą się jego śmierć, gdy pozostał mu jeszcze miesiąc zwróciłem się do Boga – Panie, powiedziałeś, że nie ma większej miłości niż ta, gdy życie swoje za przyjaciela swego się oddaje. Tak ja oddaję Ci teraz moje życie prosząc o nawrócenie mojego syna – nie możesz tej ofiary nie przyjąć. Uczyniłem to, albowiem nie widziałem już dla niego ratunku. Nie lękałem się już, byłem spokojny o syna. Gy przyszła jego śmierć, to nie mogłem bardzo pojąć tego co się stało. Gdy siedziałem nad rzeką wpatrując się przez prawie godzinę w jego martwe ciało usłyszałem głos w mojej głowie : ,,Poproś Boga, a wskrzesi ci go”. Odrzekłem w swym duchu: Wiem, że Bóg go wskrzesi jeśli tylko poproszę, lecz nie uczynię tego, bo przecież sam go Bogu oddałem, kimże byłbym wtedy gdybym o to poprosił. Widać taka była wola Boża. Kilka dni później zapytałem Boga – Panie, nie rozumie tego, dlaczego nie przyjąłeś mojej ofiary, przecież mówiłeś, że nie ma większej miłości, niż życie swoje oddać ?! Wtedy Pan Bóg odpowiedział : ,,Przyjąłem twoją ofiarę”  i natychmiast otrzymałem w swej głowie liczby 10;30;40, oraz wszystko co miałem przez te liczby policzyć, a było tego wiele. Wszystko szybko spisałem na kartce papieru, coby nic nie umknęło. Wynik miał być datą mojej śmierci. Była to prosta matematyka. Usiadłem więc i policzyłem. Ze wszystkich obliczeń wyszła jedna data – 9 kwietnia (Niedziela Palmowa). Wtedy Duch Święty przypomniał mi słowa mojej matki, jak byłem jeszcze nastolatkiem. Wielokrotnie matka mi powtarzała, że gdy się urodziłem to leżałem w łóżku z numerem dziewięć. Dziwiło mnie wtedy, że moja mama pamięta takie drobiazgi, nieistotne, bez żadnego znaczenia, że tak często mi powtarza numer szpitalnego łóżka. Nawet Msze Święte zamówione za jego dusze były policzone. Okazało się, że jest ich 13-cie, a 13-ta była ostatnią, którą zresztą sam zamówiłem, a wypadła właśnie 9-go kwietnia. To moja matka powiedziała mi w dniu pogrzebu, że trzeba zamówić dwie msze, jedną w siódmy a drugą w trzydziesty dzień po śmierci, powiedziała, że nie wie dlaczego właśnie tak, ale to konieczne. Moja mama zamówiła na siódmy dzień, ja na trzydziesty. Wszystko jest w parafialnych księgach intencyjnych jak i na kartce jaką dostałem od księdza proboszcza. Była jeszcze Gregorianka zamówiona przez moją siostrę trwająca 30 dni, lecz w późniejszym czasie – byłem na wszystkich.

Siódmy dzień po śmierci – atak szatana

Miesiąc przed śmiercią mojego syna Bóg we śnie okazał mi tego, z którym przyjdzie mi stanąć do walki. Był to ten, który opętał mi syna, widziałem go w jego głowie. Byłem pewien, że stanie się to w niedługim czasie. Sądziłem wtedy, że będzie to walka o życie mojego syna, jak się jednak okazało była to  walka o moje życie.

Gdy przeminął siódmy dzień i nadeszła noc ujrzałem jakby we śnie postać, niby człowieka. Był odwrócony do mnie tyłem, odziany w elegancki garnitur. Wiedziałem, że jest to dyrektor, niby jakiejś szkoły – miał władzę. Rzekł do mnie: „On utopił ci syna”, okazując obraz tego, który to uczynił. Obraz ten przedstawiał coś w rodzaju dwóch ludzkich ciał mających jedną wspólną głowę. Twór ten nie miał oczu ani uszu, jego ręce i nogi były niczym wijące się węże. Na jednej z odnóży, na zgięciu, od wewnętrznej strony widoczne były zęby, niczym otwarta szczęka rekina. Gdy wpatrywałem się w obraz tego czegoś co zabiło mi dziecko, ów dyrektor zaczął się głośno i szyderczo śmiać mówiąc: „Jesteś teraz inwalidą” – mając na myśli moje cierpienie, to że odebrał mi syna z krwi mojej, fragment mnie samego. Wtedy się odwrócił i spojrzał mi prosto w oczy. To był moment, w którym się zbudziłem. To była chwila, w której rozpoczęła się prawdziwa walka, już nie we śnie, lecz na jawie, z pełną świadomością zaistniałej sytuacji. Patrząc mu w oczy, ujrzałem całe jego wnętrze, wszystko co w nim było, on zapewne czuł podobnie. Przejrzeliśmy siebie na wskroś. Wypowiedziałem wtedy: Ojcze nasz, który jesteś w niebie święć się imię Twoje… Już po tych pierwszych słowach modlitwy Pańskiej odwrócił się i odszedł. Ja odetchnąłem z ulgą dziękując Bogu. Byłem świadomy wszystkiego co się wydarzyło. Nazajutrz narysowałem tego co utopił mi syna, tego, którego obraz ukazał mi ten co zawiaduje duchami śmierci. I choć nie znam imienia tego, z którym tę walką przeszedłem, co śmiał się szyderczo inwalidą mnie nazywając, to znam doskonale tego, który go do mnie posłał. Jego imię to Lucyfer.

Rys. Autora

Demon śmierci

Trzydziesty dzień po śmierci – dzień śmierci

Tego dnia odmówiłem cały różaniec dziękując Bogu za okazane łaski i złożyłem swego ducha w wyznaczonym przez Boga dniu. Uczyniłem to w kościele przed Chrystusem mówiąc: Ojcze w Twoje ręce oddaje ducha mego, przez Jezusa, Syna Twego. Amen. Dlaczego więc żyję?

Dla Kościoła żyję, by o Bogu świadczyć i Kościół na przyjście Pana przygotować. Żyję, ponieważ prawdziwa chwila próby nadeszła znienacka, zupełnie niespodziewanie. W połowie wyznaczonego mi czasu stanąłem w obliczu śmierci i nie zawahałem się właśnie w tej chwili oddać swego ducha Bogu, przed wyznaczonym mi czasem. Bogu niech będą dzięki. Później przyszło zrozumienie i wszystko już pojąć mogłem. Zrozumiałem też, że mój syn otrzymał po tysiąckroć więcej niżeli prosiłem dla niego, dostał życie wieczne, a ja mogłem to zobaczyć, oraz poznać miejsce, w którym zamieszkuje.

A stało się to wczesnym rankiem 25–go marca 2017, w dzień po tym jak wziąłem jego gitarę elektryczną, pobłogosławiłem ją i zacząłem na niej grać (brzękoląc jak potrafię ), wyśpiewując  Tajemnice Różańca Świętego, dziękując Maryi za łaskę nieba jaką otrzymał mój syn Oskar, rozmawiając przy tym z Matką moją Maryją o cierpieniu Jej Serca i o moim cierpieniu, o wielu podobieństwach. Powiedziałem wtedy do Matki – ale Ty Matko swojego Syna widziałaś, bo Zmartwychwstał. Nazajutrz, o 5-tej rano i ja zobaczyłem swojego syna, co prawda jeszcze nie w ciele, a w duchu, choć wyglądał jak w ciele, jak w lustrzanym odbiciu. Twarz miał delikatną jak jedwab, lekko lśniącą, a na niej łagodny uśmiech, jego długie włosy opływały w delikatnym świetle, a cała sylwetka miała lśniącą poświatę. Emanował z jego wnętrza niewyobrażalny spokój i niepojęty zachwyt, wręcz paraliżujący – podobnie się czułem jak wtedy, gdy przychodził do mnie Pan Jezus. Tak współdziedziczymy Królestwo Boże. Syn powiedział do mnie: „ Tato, grasz nie używając chwytów (gitarowych). Jak ja się uczyłem, zaczynałem od tego” – i zaczął grać swoją pierwszą melodię. Była to prosta melodia, lecz gdy grał rozpływała się moja dusza w zachwycie, nie były to ziemskie dźwięki, lecz niebiańskie, a dźwięki te wypowiadały słowa: „ fin fine fin del-fin, fin fine fin ful”. Zagrał to dwukrotnie, a gdy skończył wpadliśmy sobie w ramiona i mocno uściskali, po czym powrócił do domu Ojca, do swojego mieszkania w niebie, a ja jeszcze przez równą godzinę, a było to na jawie (od piątej do szóstej rano) słyszałem tę pieśń, która jak się później okazało przedstawiała wielką tajemnicę zbawienia, a pieśń ta została wyśpiewana przez chóry anielskie. W żaden sposób nie da się opisać tego piękna. Nauczyłem się grać tę pieśń, bowiem pamiętam każdy ruch jego dłoni wędrującej po gryfie gitary, a słowa tej pieśni natychmiast zapisałem na kartce. Była to informacja, wielka tajemnica wyśpiewana w języku anielskim przez samych aniołów. Przedstawiała miejsce, w którym zamieszkuje. Dziękuję Ci Matko, Królowo serca mego.

Jakiś czas po tym zdarzeniu przyśnił się swojej siostrze (mojej córce) mówiąc jej, że był między niebem a ziemią, a tata go widział. Zastanawiałem się tylko czemu powiedział między niebem a ziemią, a nie na ziemi – faktycznie, nie przypominam sobie chwili, cobym widział jak dotknął ziemi.

Na początku nie rozumiałem znaczenia wyśpiewanych przez chóry anielskie słów, nie zdawałem sobie wtedy jeszcze sprawy, że to aniołowie śpiewają, zwyczajnie tego nie pojmowałem. Pytałem mojego proboszcza co mogą te słowa znaczyć, pytałem również muzyków, czy to nie są czasami jakieś wartości muzyczne. Nikt nie wiedział co znaczą. Ja zaś na wszelkie sposoby próbowałem je zgłębić wertując słowniki i tłumaczenia – bezskutecznie. W obliczu mojej bezradności dałem sobie z tym spokój, aż do momentu gdy poczułem wielkie pragnienie modlitwy do Ducha Świętego, w której to poprosiłem Boga o zrozumienie tej pieśni, a było to trzy miesiące po moim spotkaniu z synem. Po skończonej modlitwie natychmiast otrzymałem odpowiedź. Z pośród wszystkich znanych i dostępnych języków świata wybrałem  trzy, w których to przetłumaczyłem tekst, a we wszystkich brzmiał jednakowo: „Cel, w końcu cel, syn pierworodny (potomek), Del-fin (gwiazdozbiór delfina); Cel, w końcu cel, spełnienie”. Syn mi po prostu powiedział – Tato, jestem u celu, spełniony, a miejsce w którym jestem nazywane jest delfinem, kiedyś Trumną Hioba. Choć w pieśni słowo delfin słychać było jako jedno słowo, to wrażenie było wyrazu dwuczłonowego, bo akcentowane było Del – dlatego stosuje zawsze myślnik między del a fin Del-fin, tak też zapisałem tuż po tym zdarzeniu. Del – to skrót nazwy łacińskiej gwiazdozbioru Delfina. Tak więc wyraz ten jest dwuznaczny, określa nazwę określonej konstelacji i wyraża spełnienie. Po zapoznaniu się z tą konstelacją, bo wcześniej nigdy nie słyszałem o czymś takim, rozpocząłem poszukiwania na nieboskłonie tego gwiazdozbioru. Gdy patrząc w gwieździste niebo zapytałem Boga gdzie jest mój syn, ujrzałem wielki rozbłysk bardzo daleko na północy, lecz nic nie mogłem dostrzec. W kolejnych dniach znalazłem na niebie taką konstelację, a raczej tak mi się wtedy wydawało, bo tak właśnie wyglądała – jak na rysunkach. Nie byłem jednak pewien, bo serce mówiło coś innego. Przyszło lato, jak dobrze pamiętam lipiec. Pojechałem do Warszawy, by pomóc mojemu przyjacielowi w przeprowadzce. Wróciłem do domu nad ranem, zaczynało się rozwidniać. Gdy wysiadłem z samochodu spojrzałem w niebo. Ujrzałem tuż nad horyzontem od północnego wschodu coś cudownego, był to świetlisty delfin utworzony z gwiazd. Wpadłem w zachwyt, był przepiękny, świecący, jakże wyraźny. Spytałem Pana mego, czy tam właśnie jest mój syn? Ujrzałem ogromny rozbłysk po jego lewej stronie, jak z lampy flesza aparatu fotograficznego. Rozpłakałem się i podziękowałem Bogu. Dopiero po pełnym roku jego obserwacji zrozumiałem dlaczego od razu Pan mój mi go nie pokazał. Zwyczajnie w tym czasie nie był widoczny z naszej półkuli. Jest to gwiazdozbiór nieba północnego. Latem jest widoczny na północnym wschodzie, bardzo nisko, nad horyzontem, tuż przed wschodem słońca, jest wtedy najpiękniejszy. Zimą w czasie wieczornej Mszy jest wysoko, od południa, niemal nad kościołem. Późną nocą od zachodu rozświetla wejście mego domu. Późną wiosną nie widać go wcale.

Niepojęte, wszystko jest tak blisko, a zarazem tak daleko. Wszystko jest tak daleko, a zarazem tak blisko. A wszystko jest w Ewangelii, zrozumiejcie tylko.

Znam również wiele szczegółów z pobytu jego duszy na ziemi po jego śmierci ale i innych dusz. Słyszałem jego głos w słuchawce telefonu w tle rozmowy z moją matką, był zdezorientowany, jakby uświadamiał sobie dopiero że naprawdę nie żyje, że to nie jest tylko sen, a rzeczywistość. Obudził mnie też przed swoją sekcją zwłok – godzinę przed czasem.

W tym miejscu chce powiedzieć, że ludzie różnie przeżywają swoją śmierć, a wszystko zależy od tego, czy człowiek umiera w Chrystusie czy też nie, w łasce Bożej czy nie. Można przejść ze śmierci do życia lub błąkać się w ciemnościach do czasu sądu, a niekiedy demony od razu porywają duszę do czeluści. Za zwyczaj na początku dusza jest zdezorientowana, nie jest pewna czy to sen czy rzeczywistość, kiedy się orientuje że nie żyje, próbuje się skontaktować na wszelkie możliwe dla niej sposoby, lecz zazwyczaj nie może, czasami coś stuknie albo huknie lub obrazek spadnie ze ściany, albo będzie miało miejsce jakieś podobne zdarzenie. Ja głos syna słyszałem na własne uszy, pamiętam słowa jakie wypowiedział, wiem też o której godzinie zmarł, bo byłem wtedy zbudzony, nie tylko ja zresztą. Wiem też o której godzinie miał robioną sekcję zwłok, nie od lekarzy, lecz od syna. On został zbawiony, jego ratunkiem była Maryja, Brama Niebieska.

Jednak nie każdy tak ma, bywa że dusze grzeszne dostaną  łaskę i mogą prosić o modlitwę i wtedy rozpaczliwie szukają pobożnych serc wśród tych których znają, nie musi to być wcale rodzina, szukają kogoś kto się za nie pomodli, bo modlitwa w chwili śmierci jest prawdziwym ukojeniem dla nich, a często ratunkiem, lecz nie zawsze znajdą takie serca, nie zawsze też dostaną taką łaskę. Czasami z pomocą przychodzą z nieba święci kapłani ratując duszę przed zatraceniem, natomiast modlitwa Matki Bożej jest zbawienna. Mówię to z doświadczenia, modlitwa w chwili śmierci to ratunek przed śmiercią wieczną, czyściec zaś jest przepustką do zbawienia. Są tam poziomy, ponoć trzynaście, tak mówią inni – ja tam nie byłem. Byłem za to w piekle, tym co jest teraz, przed zmartwychwstaniem ciała do życia, tam też są poziomy, poziomy otchłani.

Moja żona – podejrzewała nawet przez jakiś czas, że to ja coś zrobiłem mojemu synowi, bo przecież sam powiedziałem, że oddałem go Bogu. Prawdą jest, że oddałem mojego pierworodnego Bogu, lecz w modlitwie – woli Bożej. Nie miałem również żalu do mojej żony, że mi nie uwierzyła, choć kilkakrotnie jej to wypomniałem. Wiedziałem jak bardzo cierpi, jak rozdarte jest jej serce, jak wielkie ma poczucie winy, nie tylko z powodu śmierci dziecka ale i swojego ojca, który zmarł cztery dni później. Modliłem się za nią i wciąż się modle. Bo czy ja bym uwierzył ? Nie wiem, przypuszczam że nie. Przecież nawet Panu Jezusowi nie uwierzyli i zabili Go, choć cuda czynił i wskrzeszał umarłych.

W tej całej sytuacji, w tym wielkim cierpieniu moja żona poprzez szkołę do której chodziła moja córka podała mnie do sądu o ograniczenie mi praw rodzicielskich do córki, a wszystko było w tajemnicy przede mną. Powiedziała, że Pan Jezus tak jej polecił. Miałem co do tego wątpliwości, czy to był głos Pana Jezusa, a nie podstępnego szatana. Nie wiem czyj to był głos, wiem natomiast, że wypełniła się wola Boża. Największy zarzut sformułowany przez panią kurator, z którą rozmawiałem może przez trzy minuty, gdy niespodziewanie mnie nawiedziła brzmiał: ,,Córka nie może liczyć na ojca w żadnej sprawie”. To był prawdziwy cios w serce. Niedługo po wizycie kuratora odbyła się rozprawa, było to 8-go grudnia w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi.

W sądzie powiedziałem tak jak miałem to powiedzieć, bowiem w chwili otrzymania wezwania do sądu wiedziałem co powiem, jaka jest wola Boża. Powiedziałem, że ja zostałem już osądzony, zanim jeszcze tu wszedłem, powiedziałem również że rodzic, który ma postawiony taki zarzut nie jest godzien pełnić władzy rodzicielskich, tak ja nie jestem godzien jej pełnić. Zrzekam się zatem wszystkich praw do mojej córki na rzecz mojej żony, która jest bardo dobrą matką i zawsze dbała o dzieci. Zapadła ogólna konsternacja, wszyscy byli zszokowani, tak moja żona jak sędzina prowadząca sprawę, bo w tym wszystkim chodziło również o moją wiarę, ponoć zbyt dużą w ich mniemaniu oraz zbytnie oddanie się Bogu. Sędzina zapytała mnie : „Jak można kochać Boga bardziej niż własne dziecko ?!”– nie mogąc tego pojąć. Odrzekłem – kocham moją córkę ponad swoje życie, lecz Pan Jezus powiedział: „Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.”- nie moja to wina, że pani nie pojmuje. Sędzina złapała się za głowę pytając samą siebie co ma robić. Moja żona zaczęła przekonywać sąd jaki to jestem dobrym człowiekiem, jak dobrym jestem ojcem, że nawet kiedyś rolki sobie kupiłem by wspólnie z dziećmi jeździć, by być blisko nich. Sędzina nie wiedziała już co się dzieje. Przyznała, że to jest jej pierwsza taka sprawa, bo przecież pięć minut wcześniej żona mnie oskarżała, a i każdy przecież walczy w sądzie jak lew o swoje dziecko, o prawa do niego, każdy komu chcą odebrać coś cennego. Tak we dwie, sędzina i żona przez cały ten czas nakłaniały mnie, abym się nie zrzekał praw do mojej córki, abym zmienił zdanie. Zgodziłem się, gdy sędzia zaproponowała nam wspólne rekolekcje oraz rozmowę z księdzem wybranym przez moją żonę zamiast psychologów i kuratorów sądowych osądzających człowieka w trzy minuty.

Wykonaliśmy postanowienie sądu, byliśmy razem na rekolekcjach w kościele i na spotkaniu z księdzem, którego wybrała moja żona. Sprawa została umorzona. Wszystko jest w aktach sprawy. Nie były to łatwe chwile, szczególnie dla mojej nastoletniej córki, której sam wszystko powiedziałem, by to z moich ust się dowiedziała co mówiłem w sądzie wierząc, że kiedyś zrozumie jak bardzo ją kocham.

,,A kiedy ktoś chce się z tobą sądzić i zabrać twoją suknię, oddaj mu i płaszcz.” (Mt5,40) – te słowa usłyszałem w mej głowie gdy otrzymałem wezwanie do sądu, wszystko zrozumiałem, lecz nie wolno mi było o tym mówić do czasu rozprawy. Tak właśnie uczyniłem. Nie wiedziałem jak mam to powiedzieć i jak to się wszystko skończy, lecz ufałem, Bogu ufałem. Gdy miałem mówić, bo nastala moja kolej, miałem w głowie zupełną pustkę, nie było w niej żadnej myśli, tylko jakby wiejący wiatr. Stałem przez chwilę w milczeniu, dopóki wiatr nie ustał. Gdy ustał, otworzyły się wargi moje, bowiem już wiedziałem co mówić. Po wyjściu z sądu zrozumiałem co się stało, dziękowałem Bogu i Matce Bożej, Jej Niepokalanemu Sercu.

Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu – jedynemu Bogu

ROZDZIAŁ II

2. Zbawienie […]

ROZDZIAŁ III

3. Podróż do piekła […]

ROZDZIAŁ XII

12. Święty kapłan

Świadectwo

Abp. Stanisław Nowak, senior archidiecezji częstochowskiej – święty kapłan. Był to kapłan wybrany przez Boga samego, ten co przyjął Chrystusowe brzemię. Wielu z niego kpiło gdy krzyż pokutny nałożył na swe barki, a to w jego sercu prawdziwie Duch Boży zamieszkał. To z niego winni brać przykład Ekscelencje, bo przez niego wołał Duch do Kościoła, mówiłem, lecz nie chcieli słuchać, bo głusi byli i ślepi.

Sami popatrzcie jak go diabeł nie znosi.

Wpis posłanki Lewicy Małgorzaty Prokop – Paczkowskiej:

„Nie żyje arcybiskup Stanisław Nowak – Katolik który wciskał ludziom bajki o niebie i piekle wiec wszyscy powinni się radować ze już am jest….” – oryginalna pisownia autorki (posła na Sejm RP)

Relikwie – Zdarzyło się to 13-go sierpnia 2018 roku w kościele św. Lamberta w Radomsku podczas drogi do Częstochowy. Jadąc do mojej Matki Maryi o trzeciej nad ranem, kilka kilometrów przed Radomskiem w miejscowości Bugaj zerwał się pasek klinowy przy alternatorze. To uniemożliwiło mi dalszą podróż. W pierwszej chwili byłem zdruzgotany, że nie zdążę na odsłonięcie Obrazu – poprosiłem Maryję o cud. Po wypowiedzeniu tej prośby natychmiast zrozumiałem, że to wola Boża, że Pan Bóg ma jakiś plan, że muszę się zatrzymać. Nie pytałem o nic, byłem spokojny, wszystko oddałem Bożej woli. Zjechałem na stację benzynową „Moya”, był tam jedynie stróż, który na wszelkie możliwe sposoby starał się mi pomóc, lecz bezskutecznie. Z uwagi na porę musiałem poczekać do rana. Rano, gdy już było widno mogłem jechać bez świateł, tak wyruszyłem do Radomska by zakupić pasek w sklepie wskazanym przez tego zacnego człowieka. Sklep był jeszcze zamknięty, miałem ponad godzinę. Spostrzegłem duży kościół, postanowiłem wejść. Wszedłem i usiadłem w ławce skupiając się na modlitwie za kapłanów sprawujących Ofiarę Chrystusa i wszystkich będących w tej świątyni. Kościół był prawie pusty, w sumie około 20 osób, w tym połowa kapłanów. Trwała Msza święta, której przewodniczył abp. senior Stanisław Nowak, to jego słowa rozpaliły moje serce, były szczere, płynące z prosto z serca. Poczułem wtedy niepojętą miłość do kapłanów, Bożą miłość, i to właśnie wtedy pierwszy raz spadł na mnie ciężar grzechów Kościoła, poczułem go na sobie. Modliłem się. Na zakończenie Mszy świętej, po przyjęciu Komunii świętej zostały podane do ucałowania dwie relikwie w małych relikwiarzach, św. Teresy i św. Jana Pawła II. Po ucałowaniu pierwszej z nich tj. relikwii św. Teresy poczułem jakbym popełnił coś strasznego, wielki grzech, jakbym obcemu bogu oddał pokłon. Miałem chęć splunąć, było mi niedobrze, wtedy jeszcze nie wiedziałem czyja to relikwia, dopiero gdy kapłan powiedział by poczekać, że jeszcze relikwia Jana Pawła. Gdy zbliżał się drugi kapłan z relikwią Jana Pawła czułem jakby zbliżał się sam Bóg, czułem niepojęty majestat i potęgę. Po skończonej Mszy świętej abp. Nowak wziął krzyż pokutny na swe barki i wraz z pozostałymi kapłanami i kilkoma wiernymi ruszyli ulicami miasta, a ja patrzyłem i rozmyślałem o co tutaj chodzi? Nie miałem czasu by to sprawdzić, naprawiłem auto i udałem się w dalszą drogę. Około południa dotarłem do Częstochowy, tam zaś dopełniła się reszta. Gdy już wyszedłem z Kaplicy Cudownego Obrazu zmierzając ku wyjściu poczułem w swej głowie jakby wiatr, nie wiedziałem gdzie mam iść, gdzie jest wyjście, jakbym był tu pierwszy raz. Zamiast do wyjścia wszedłem do pomieszczenia, w którym były same puste relikwiarze. Stałem przez długą chwilę i patrzyłem na te puste relikwiarze nie mogąc się ruszyć z miejsca. Zapytałem wtedy Boga, co chcesz mi pokazać Panie, przecież tu nic niema, same puste relikwiarze. Wtedy nie rozumiałem, że właśnie o relikwiarze chodzi, wtedy jeszcze nie rozumiałem, że relikwia św. Teresy, którą całowałem w Radomsku była fałszywa. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ma być to świadectwo dla biskupów od Matki.

Bądźcie ostrożni co całujecie, coby diabłu hołdu nie oddać. Istnieje bowiem przekonanie, że nawet fałszywa relikwia będąc omodlona nikomu nie zaszkodzi, a wiara czyni cuda. Być może nie zaszkodzi, a czasem nawet pomoże, pod warunkiem, że szczątki te nie należą do osoby potępionej lub jakiegoś zwierzęcia. Bądźcie czujni, szczególnie jeśli chodzi o relikwie z czasów średniowiecza, trudne do zweryfikowania ich autentyczności, a i certyfikaty nie zawsze są gwarantem, bowiem może zdarzyć się tak, że ktoś ją podmieni przez własny egoizm, chęć posiadania lub chęć zysku pomimo, że relikwiami ni wolno handlować.

Krzyż pokutny – Tego samego dnia po powrocie z Częstochowy tuż przed progiem mego domu Bóg okazał mi cały ciężar grzechów Kościoła i powiedział, abym wziął ten ciężar na swoje barki. Była to propozycja. Gdy poczułem ów ciężar zapłakałem i zawołałem głośno ku niebu – Jezu, ja tego nie udźwignę! Bóg zaś odpowiedział „Nie będziesz niósł go sam”. Poczułem błogość, spokój, radość, odwagę i przenikające szczęście. Wziąłem więc ten krzyż na swe barki i udałem się ponownie do Częstochowy, padłem tam do stóp Chrystusa mówiąc: Oto jestem, poślij mnie. Posłał mnie Pan do Matki swojej Maryi. Stanąłem więc przed cudownym obliczem Matki ze swym krzyżem na mych barkach, a było to 16-go września 2018 w zjazd Solidarności na Jasnej Górze. Tam diabeł zawył na całą Kaplicę. Wiedzą ci co wtedy byli, a było was tysiące i każdy mógł usłyszeć przerażający ryk diabła, który trzykrotnie zawył – pamiętacie?! Był ze mną też mój brat, tak i on to wszystko słyszał. Matka zaś posłała mnie do swego Syna ze słowami na ustach „Jezu, miej miłosierdzie dla Kościoła swego”. Wtedy Bóg objawił swą moc. Następnie Matka posłała mnie do ojców Kościoła, lecz nie posłuchali głosu mego, posłała mnie również do was – ochrzczonych w wodzie i Duchu. Pragnienie Matki naszej przekazałem w testamencie znajdującym się w mojej książce „Świadectwa Boga i diabła”.

Szymon z Cyreny został niejako zmuszony do pomocy Chrystusowi w dźwiganiu Jego krzyża, krzyża, na którym spoczęły wszystkie nasze grzechy, ja zaś wpierw poczułem jego ciężar, niepojęty ciężar, po czym dostałem propozycje by go nieść. Byłem przerażony, bo to jest nie do udźwignięcia, tylko Chrystus zdołał go unieść, choć upadał pod jego ciężarem. Czy dotarłby jednak na Golgotę gdyby nie pomoc Szymona, czy może zamęczyłby się w drodze? Nie wiem. Wiem jednak, że potrzebował tej pomocy, tak wtedy jak i dzisiaj jej potrzebuje. My wszyscy możemy Mu pomóc, tak jak uczynił to Szymon z Cyreny, tak jak uczynił to już śp. abp. Stanisław Nowak, tak jak mnie to było dane. Nieśmy Chrystusowy krzyż choć przez chwilę, pomóżmy we własnym zbawieniu – wszyscy. Jakże słodkie to jarzmo, jakże słodkie!

ROZDZIAŁ XIII

13. Duch Święty […]

Serce Jezusa 28 czerwca 2019

Do Serca Jezusa

Do Serca Boga, ślę dziś moje wołanie. Do Serca Boga, swoje myśli niosę. Do Serca Boga, za kapłanów proszę. Bo w Sercu Boga, pełnia bóstwa przebywa. Bo w Sercu Boga, me serce spoczywa. Bo w Sercu Boga, mój duch wypoczywa. To w Sercu Boga, zanurzyć się pragnę. To w Sercu Boga, nieprawości zostawić. To w Sercu Boga, o przebaczenie prosić. Bo w Sercu Boga, miłości skarbnica. Bo w Sercu Boga, miłosierdzia zdroje. Bo w Sercu Boga, jest serce moje.

,,Jezu, uczyń serca nasze wedle Serca Twego”

Autor – Kamil Stanisław Banasiowski – trzynasty

Przypowieści

1.Przypowieść o jabłoni

W moim sadzie

Miało to miejsce w moim sadzie, niewielkim, dziesięć jabłoni liczącym. Był maj i wszystkie białym kwiatem zakwitły obficie, a wkrótce owoc począł ich wzrastać. Wśród nich w jednej swe upodobanie miałem, ozdobą wszystkich była, w Narodzenie Pańskie jasnym światłem przyozdobiona świeciła. Gdy owoc był jak orzecha wielkość nastała zaraza, wszystkie drzewa w sadzie swą mocą dotknęła – mszyca, tak bowiem się zwała. Wszelkie liście obleczone nią były, w rulon w net się zwiły usychając powoli. Zaczęła się walka, walka o przetrwanie. Tak każda się broniła, każda inaczej tę bitwę prowadziła. Jedna część swych owoców zrzuciła, inna trochę owoców i nieco liści strąciła, jeszcze inne nic nie czyniły, a owoce im gniły. Lecz ta, co to ozdobą była, coś innego poczyniła. Wszystkie chore liście swe zrzuciła, a żadnego owocu nie utraciła. Patrzyłem na nią ze zdumieniem i ze smutkiem zarazem, gdyż wśród wszystkich jedyna bez liści zupełnie, jak choinka bez igieł całkowicie była, a owoc jej obfity we wzroście się zatrzymał, i już nadziei dla niej widać nie było. I oto dnia pewnego, po tygodniach kilku, poszedłem do sadu by skosztować kilku. Jakież to ogromne me zdziwienie było, kiedy ją ujrzałem w promiennej zieleni, owoc jej obfity, jakże okazały, bez najmniejszej skazy, soczysty, dojrzały. Wnet go skosztowałem, zachwycając się przy tym, że martwą się zdawała, a pełnią życia się stała.

Jak ta jabłoń bądźcie, chore liście zrzućcie, zarazę pokonacie, obfity i czysty owoc swój wydacie.

Autor-Kamil Stanisław Banasiowski – trzynasty

2.Przypowieść o czterech braciach

Żal doskonały

Oto ojciec czterech synów miał. Trzech z nich sprzeniewierzyło się ojcu swemu, przeciw niemu wystąpili, bardzo ojca obrazili. Rozgniewał się ojciec na synów swych, a gniew jego dotarł do nich.

Pierwszy syn, najmłodszy z czterech, nie przejmował się tym zbytnio. Rzekł – nie pójdę do ojca mego, nie przeproszę go, niech się gniewa, nie obchodzi mnie nic to. I nie poszedł, nie przeprosił.

Drugi syn, nieco starszy od pierwszego, myślał sobie w duchu tak – rozgniewałem ojca swego,pójdą i przeproszę go, coby kary mi nie zadał, a przynajmniej mniejszą dał. Poszedł więc i przeprosił ojca swego, by od kary się uchronić.

Trzeci syn, nieco starszy od drugiego, myślał sobie w pierś się bijąc – cóż ja głupiec uczyniłem ojcu memu?! Pójdę, błagał będę ojca mego i o litość prosił będę, by zlitował się nade mną i wybaczył mi niewdzięczność, żeby kary zadał mi. Poszedł więc do ojca swego ze skruszonym sercem swym, prosząc go o przebaczenie, by wymierzył kare mu.

Czwarty syn, ten pierworodny, który wierny ojcu był, tak powiedział w duchu swym – cóż uczynił ten mój brat umiłowany, najmłodszego w sercu miał. Poszedł więc do ojca swego, prosząc ojca w słowa te – ojcze, brat ten mój najmłodszy z braci sprzeniewierzył tobie się. Proszę ciebie ojcze mój, wybacz wszystko bratu memu, przebacz proszę jemu, bowiem on dziś jeszcze nie wie, nie pojmuje co uczynił. Proszę ciebie ojcze mój, ukarz mnie za mego brata, ukarz mnie za niego i wychłostaj mnie, uczyń ze mną tak jak zechcesz, ale przebacz memu bratu, proszę ciebie ojcze nasz.

Który z synów podobał się ojcu?

Któremu synowi zostało darowane?

Który syn wyznał żal doskonały, a którego ofiara była doskonała?

Czy jeśli do was przyjdzie dziecko wasze za swojego brata czy też siostrę prosić, czyż nie wzruszy się serce wasze, choć niedoskonała jest miłość wasza? To cóż dopiero Ojciec nasz, który jest w niebie, który jest miłością doskonałą.

Auto r- Kamil Stanisław Banasiowski – trzynasty

Widzenie

Mgła

Widzenie senne z 9 kwietnia 2019 r. – Widziałem ziemię spowitą mgłą, jakby kłębiące się chmury jej dotknęły. Nic nie można było dostrzec, tak były gęste. Była noc, choć nie było ciemności, a raczej coś pomiędzy dniem a nocą. Widać było jedynie księżyc i słońce będące na przeciw siebie. Księżyc był na południu, jego tarcza była pełna, był wysoko, nie zbyt duży, raczej zwykły. Jego światło przedzierało się przez kłęby chmur,przez mgłę, oświetlając ziemię. Słońce było na przeciw niego, na północy, lecz niżej, nad horyzontem, bardzo duże, czerwonawe, jak typowy zachód słońca. Patrzyłem na księżyc i słońce ze zdziwieniem, że są naprzeciw siebie, w nocy, księżyc na południu a słońce na północy. Wypełniło się, objaśnienie w książce.

Pielgrzym – zwiastowanie

Ranek 26 września 2019r. – Widziałem jakby we śnie, czy to między snem a jawą, nie wiem – widziałem kilku młodzieńców w jasnych szatach, chyba było ich pięciu. Jeden z nich rzekł do mnie: ,,Znakiem poprzedzającym Przyjście Jezusa będzie PIELGRZYM”. On już był zawołałem – Jan Paweł II, papież pielgrzym. Lecz nic nie odrzekli, ja zaś czułem, że nie o Janie Pawle mówią, miałem wrażenie, że to […] Wypełniło się, objaśnienie w książce.

Wielka woda

Widzenie senne 21 listopada 2019r. – Ujrzałem zbliżającą się wodę, jakby od północy, choć pewności nie mam. Patrzyłem w dół, z piętra. Woda zbliżała się bardzo szybko, a jej poziom gwałtownie rósł (ok.0,5-1m/s). Gdy spojrzałem do góry zobaczyłem ogromną falę w kształcie litery „ C ” zmierzającą w moim kierunku. Fala była tak wysoka, że ledwo mogłem dostrzec jej grzbiet. Po chwili fala była już nade mną, znalazłem się jakby w jej wnętrzu, lecz woda mnie nie dotknęła. Przestrzeń wokół mnie była pusta, widziałem tylko spadające w pobliżu krople wody odrywające się od fali. Byłem bezpieczny i suchy. Myślałem o moich bliskich – czy przeżyli. Myślałem ile milinów ludzi zginęło. Wypełniło się, objaśnienie w książce.

Katastrofa lotnicza w Radomiu

W dniu 13 stycznia 2020r. miałem takie widzenie senne: Widziałem spadający samolot, był to samolot wojskowy – odrzutowy. Widziałem jak zaczyna spadać z ogromną prędkością, wielkim łukiem w kierunku lotniska. Był jakby w korkociągu, nie było widać żadnych płomieni, bardzo dobrze widziałem spód samolotu – jakby w przybliżeniu. Podwozie miał zamknięte, ja zaś patrzyłem na wloty powietrza (dwa półokrągłe) – widocznie ważne. Runął na ziemie, był ogromny wybuch i ogień. Nie jestem pewien czy doleciał do lotniska, wydaje mi się że nie, nie wiem czy były jakieś ofiary w ludziach, miałem wrażenie , że runął w jakieś zabudowania dość blisko M1, gdzieś pomiędzy M1 a lotniskiem. Nie znam daty tego zdarzenia. Nie wiem też dlaczego zostało mi to pokazane, być może będzie to związane z kościołem, moją rodziną lub jakimś znajomym, a może dlatego, że to moje okolice – nie wiem.

Objawienie – Jan Paweł II

„Już nadchodzi, już się zbliża”

Grudzień 2020 rok, godzina 4.04 – Czy to we śnie było, czy pomiędzy snem a jawą nie jestem pewien. Ujrzałem Jana Pawła, był w bieli. Powiedział do mnie: „Już nadchodzi, już się zbliża”, po czym odwrócił się bokiem nachylając nad kartką papieru i zaczął na niej coś pisać. On pisał, a ja się tylko przyglądałem w milczeniu jak pisał, lecz nie wiem o czym, bowiem nie mogłem dostrzec, litery były zbyt małe. Zapisał kilka linijek i skończył – koniec widzenia.

Jakiś kwadrans później gdy leżąc rozważałem w swym sercu co znaczą te słowa i co Jan Paweł II napisał na kartce ujrzałem światło i usłyszałem dwa słowa: „Prawdę powiedział”. To był Pan Jezus, który potwierdził słowa Jana Pawła.

Co miał na myśli Jan Paweł mówiąc, że już nadchodzi, że już się zbliża? Nie wiem, nie wiem też co zapisał na kartce. Czy mówił o tym, co już widziałem wcześniej, czy może o czymś zupełnie innym? Mówił o nadchodzących karach Bożych, kataklizmach, o nadchodzącym ataku bezbożnych na polskie granice, czy o wojnie jakaś, czy o wielki głód chodziło, czy też mówił o Chrystusie nadchodzącym? Nie wiem tego, mogę się tylko domyślać patrząc na to, co czyni Rosja w Ukrainie, co dzieje się dziś na świecie. Wiem jednak na pewno, że prawdę powiedział, a Jezus Chrystus jest już w drodze. Bądźmy gotowi – wszyscy.

Wypełnia się – Rosja, wojna, chaos i głód, brak wody, śmierć.

Ostrzeżenie

Powtarzam wam po raz kolejny bracia i siostry moje, abyście od Kościoła Świętego nigdy nie odeszli, choćby nie wiem co, pamiętajcie, choćby nie wiem co, albowiem w nim jest Chrystus i w nim będzie do końca. Zostawiłem Testament str.105 mojej pierwszej książki, będzie wam pomocą. Trwajcie przy Kościele, trwajcie przy Ewangelii Bożej. Bądźcie wierni Ewangelii Bożej a przetrwacie, a żyć będziecie. Na ścianie domu mego znajdziecie ratunek.

Kamil Stanisław Banasiowski – trzynasty

Rada

Jakże często mogliśmy usłyszeć od naszych matek: „ Załóż dziecko czapkę, bo jest zimno na dworze, bo wiatr wieje – bo głowę przeziębisz, bo ci do uszu nawieje”. I choć wiemy, że dobra to rada, z miłości płynąca i troski – to czy jej słuchamy, czy też musimy przekonać się sami?

Tak też Matka nasza Maryja, czyż nas nie ostrzega od wieków już kilku: „Módlcie się i pokutujcie, by kary nie przyszły” – lecz my widać musimy przekonać się sami.

Od Autora

Kiedy mówię ludziom, że kiedyś byłem wierzący, a dziś już nie jestem, że dziś to już nie jest wiara, wpadają w konsternację. Tłumaczę im wtedy na przykładzie złotego pociągu. Większość chyba słyszała o poszukiwaniu złotego pociągu III Rzeszy, który między listopadem 1944 a końcem stycznia 1945 roku miał wyruszyć z Wrocławia w kierunku Wałbrzycha, cały wypełnionego złotem. Wszyscy, którzy wierzą w jego istnienie szukają go przekopując ziemię, zjeżdżają się z całego świata by go odnaleźć. Czemu to robią? Bo wierzą, że on naprawdę istnieje, w przeciwnym razie by tego nie czynili. Jednak w momencie gdy go znajdą, gdy go zobaczą na własne oczy, gdy ujrzą jego zawartość, gdy w pełni będą czerpać z jego zasobów – wtedy wiara się skończy, bowiem złoty pociąg stanie się faktem. Podobnie jest i zemną. Moja wiara się skończyła gdy poznałem Boga i Jego skarbnicę, z Jego woli, bowiem tak Pan Bóg postanowił. Dziś Bóg w Trójcy Jedyny jest dla mnie faktem, rzeczywistością, skarbem, który znalazłem i z którego czerpię. Zaświadczam wszem i wobec, że kłamstwem jest stwierdzenie iż Bóg jest irracjonalny, że wiara stoi w sprzeczności z rozumem. To nie prawda! Jeśli chcecie poznać Boga i zrozumieć Go, módlcie się oto. To właśnie w Duchu Bożym jest prawdziwa mądrość i prawdziwe zrozumienie.

Jezu, uwielbiam Ciebie i błogosławię Tobie.

Kamil Stanisław Banasiowski – trzynasty

Na koniec:

Brać przykład z Jezusa i Matki Jego, nie oznacza by czynić wszystko to samo, albowiem na każdego człowieka Bóg może mieć swój plan. Brać przykład z Syna Bożego i Maryi Matki Jego oznacza przede wszystkim posłuszeństwo woli Ojca, który jest w niebie, posłuszeństwo do końca.

Kamil Stanisław Banasiowski – trzynasty

Miłość objawiona

21 Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie. 22 Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?23 W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać. 24 Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.” [J14,21

Spis treści

1. Syn pierworodny

2. Zbawienie

3. Podróż do piekła

4. Mgła

5. Panowanie szatana, znamię bestii i antychryst

6. Wielka woda

7. Pielgrzym – zwiastowanie

8. Zrzucony z nieba

9. Jan Paweł II – Już nadchodzi, już się zbliża

10. Asteroida

11. Ciało i Krew Chrystusa – Święta Hostia

Światło życia

Święta hostia

12. Święty kapłan

13. Duch Święty

Listy

Przypowieści

1. Przypowieść o jabłoni

2.Przypowieść o czterech braciach

Ostrzeżenie

Zakończenie

Zapowiedzi

Rada

Od Autora

Święty Józef – świadectwo

Moja modlitwa

Na koniec