Jan Paweł II-świadectwo

Historia,którą dziś opowiem jest niezbitym dowodem,nie podważalnym świadectwem na wstawiennictwo i Świętość Jana Pawła II-go.Jej początek miał miejsce pięć lat po śmierci Ojca Świętego. Otrzymałem prezent,to była relikwia,fragment szaty papieskiej,którą nosił Jan Paweł II.Gdy papież zmarł,siostry zakonne przebywające wówczas w Watykanie pocięły ją na fragmenty,na pamiątkę po zmarłym papieżu,Słudze Bożym,umiłowanym w Chrystusie,Jezusie.
To właśnie jeden z tych fragmentów jest w moim posiadaniu.Jest to niewielki skrawek materiału,od którego wszystko się zaczęło.

Był rok 2010-ty,kwiecień.Moje życie w tym czasie było jednym wielkim koszmarem,byłem człowieczym wrakiem,tak psychicznym jak i fizycznym,bez chęci do życia i jakiejkolwiek nadziei na przyszłość.Taki stan trwał już wiele lat.Wiedziałem wówczas,że przyczyną tego stanu są jakieś złe siły,bo „pecha”jakiego miałem, doznania jakich doświadczałem,a także moja rodzina,przekraczały możliwości racjonalnego wytłumaczenia.Nie potrafiłem nazwać tych sił,choć próbowałem na wszelkie sposoby,począwszy od czarów,poprzez uroki czy klątwy.Tak wtedy myślałem,ponieważ zajmowałem się wszystkim co było sprzeczne z nauką Jezusa Chrystusa,której wtedy w zasadzie nie znałem,bo do mnie nie docierała. Byłem zafascynowany okultyzmem,wszelkimi rodzajami magi,radiestezją,energio-terapią i wszystkim co można podciągnąć pod tzw.parapsychologię.Potrafiłem czynić wiele niezwykłych rzeczy,które wybiegają poza naturę człowieka,a wszystkie swoje niby zdolności chciałem wykorzystywać ku pomocy innym.Problem pojawił się wtedy,gdy „wiedzę” i możliwości jakie posiadłem zaczęły mnie przerastać,a myśli jakie rodziły się w mojej głowie były całkowicie sprzeczne z moim sumieniem,a ono przez całe moje życie było wyjątkowo głośne.Tak więc zdałem sobie sprawę jak bardzo niebezpieczne są takie zdolności w rękach człowieka.Bo co by było gdyby każdy tak miał,każdy mógłby się nauczyć,a miłości by nie miał? To jednak mnie nie usprawiedliwia, bowiem wystąpiłem przeciwko pierwszemu przykazaniu,a Jezusa uważałem za doskonałego psychologa,który w umiejętny sposób to wykorzystywał.W Boga wierzyłem.Diabła nie czciłem.Byłem pyszałkiem i zarozumialcem,lecz wrażliwym na ludzką krzywdę,a moją uczciwość często uważano za przejaw głupoty.Może nawet chciałem dorównać Bogu i poznać Jego tajemnice „Któż jak Bóg”.;i niektóre poznałem,ale nie wtedy,a tylko dlatego że Bóg tak chciał,nie ja,taka była Jego wola.Dziś Pan uczy mnie swej miłości,uczy pokory i cierpliwości.
Nie lękam się szatana,choć go widziałem w pełnej okazałości,choć jego ataki są trudne do zniesienia,to przyjmuję to z pokorą,bo ufam Bogu.

A wszystko dzięki dziś już Świętemu Janowi Pawłowi II.To właśnie On ,nasz Papierz rozpoczął i zakończył proces mojego nawrócenia stawiając na mej drodze wielu wspaniałych ludzi,wielu księży,którym pragnę w tym miejscu serdecznie podziękować.Bóg zapłać.
Otrzymałem od Boga więcej niż mógłbym zapragnąć,dostałem nowe życie,bo gdy zakończył się nade mną Sąd Boży,a oskarżyciel nadal oskarżał,Pan przemówił do mnie w te oto słowa „..czemu się zadręczasz?!;twoje wszystkie grzechy zostały ci odpuszczone!..;jesteś jak narodzony na nowo! „.
Od tego momentu właśnie tak się czuję,jak narodzony na nowo,a wszystkie grzechy zostały wyrzucone z serca,zostały oddalone jak wschód od zachodu.

A wszystko zaczęło się tak:
Jak już wspomniałem był kwiecień,gdzieś w połowie,rok 2010-ty.Miałem sen.Przyśnił mi się Jan Paweł II -siedziałem w sali wypełnionej ludźmi,na krześle,w pierwszym rzędzie,jakby na audiencji,bo na środku stał Papierz.W pewnym momencie spojrzał na mnie i podszedł.Położył mi rękę na głowie i powiedział „Błogosławię Cię,w imię Ojca,Syna,i Ducha Świętego „. Wtedy się przebudziłem,byłem bardzo poruszony.Rano wszystkim opowiadałem.W tym czasie byłem bezrobotnym,człowieczym wrakiem z ogromnymi problemami.Minął może tydzień.Zadzwonił telefon.To był mój przyjaciel.Ten,od którego niedawno dostałem wspomnianą już relikwię.Zapytał czy jestem zainteresowany pracą w Seminarium Duchownym.Byłem zaskoczony,trochę się bałem,bo to przecież nietypowe miejsce,w dodatku daleko od domu.Szybko powiązałem tę propozycję ze snem,w którym Papierz mnie błogosławił i nabrałem odwagi.Przyjąłem ofertę.
Pracę rozpocząłem w dniu 27 kwietnia-w moje urodziny.Mój duch odżył,czułem się tam znakomicie,niesamowity spokój,wspaniali ludzie,nie znałem wcześniej nic podobnego. Stanąłem na nogi,moje życie się unormowało,choć w domu byłem tylko gościem.Z biegiem czasu coraz to bardziej brakowało mi rodziny i ostatecznie po pięciu latach wróciłem do domu,także w kwietniu,gdy moje przeznaczenie się wypełniło.Jednak zanim to się stało, zbliżał się dzień Kanonizacji Błogosławionego wówczas Jana Pawła II,i znów 27 kwietnia- moje urodziny. Postanowiłem zrobić sobie prezent i pojechałem do Rzymu.Droga na Plac Św.Piotra trwała całą noc,była to walka ze wszystkimi ludzkimi słabościami.Kto tam był to wie o czym mówię.Udało się. Rano dotarłem na plac.Szczęście niepojęte.Pojechałem tam z pewną intencją.Gdy rozpoczęła się msza Kanonizacyjna wypowiedziałem swoją wielką prośbę do Jana Pawła II,a brzmiała ona tak: „Ojcze Święty,Janie Pawle II,proszę Cię, błagam Cię,zdejmij ze mnie to co nade mną ciąży,czy to uroki,czy klątwy,czy cokolwiek innego,bardzo Cię proszę uwolnij mnie od tego.Msza Kanonizacyjna dobiegła końca.Byłem szczęśliwy i bardzo wzruszony,że mogłem osobiście przeżyć to wzniosłe wydarzenie, bowiem bardzo pragnąłem być w tym miejscu,w tym czasie.Wracając do swojego autokaru zostałem pierwszy raz w życiu okradziony,pewnie nie ja jeden.Pomyślałem sobie wtedy.O co chodzi? Wszystko działa odwrotnie.Ale to był tylko początek.Po powrocie z Rzymu stałem się celem ataków szatana,tych bezpośrednich w których próbował mnie zabić,a także pośrednich gdzie byłem dręczony.Kolejny etap to był Sąd Boży,który przeszedłem;i byłem zawstydzony;i stałem się głupcem,a moja doczesna wiedza i mądrość w niwecz się obróciły.Następnie Wielka Łaska Boża i Odpuszczenie Grzechów,które oznajmił mi Bóg.
Proces mojego nawrócenia rozpoczął Jan Paweł II a zakończył Święty Jan Paweł II.Bogu Niech Będą Dzięki.Dziś jest mym stróżem i siłą sprawczą w walce z szatanem,do której powołał mnie Bóg.Mym przeznaczeniem nie jest głoszenie Ewangelii,to niech czynią Ci, którzy zostali do tego powołani,przez Pana.Ja mówię o Wielkim Miłosierdziu Bożym i o szatanie,o jego podstępności i nienawiści,ale również o jego słabości,bo go nie znacie,bo nie wierzycie,bo nieświadomie zapraszacie go do swych serc,a on zbiera żniwo.Nie piszę po to byście się bali,bo nie musicie,jeśli w Bogu jesteście.Czynię to ku przestrodze.Czynię to dla was i dla Chwały Pana,Jezusa Chrystusa,Boga Ojca Wszechmogącego,z Duchem Świętym.Mówię też o śmierci waszej,bowiem zginą ci,co się nie nawrócą,to o nich jest walka,wielka walka,której kres jest coraz bliższy.

Niech Was Pan Bóg Błogosławi,Ojciec,Syn i Duch Święty

Kamil 13