Atak szatana-na granicy śmierci

ATAK SZATANA-NA GRANICY ŚMIERCI
Wydarzenie to miało miejsce w czasie mojego pobytu w Seminarium Duchownym, wyjaśniam przy tym że nie jestem duchownym,mój pobyt w tym miejscu miał zupełnie inną naturę.
Atak,o którym piszę dzisiaj różnił się znacząco od pozostałych.Celem złego było bezwzględne pozbawienie mnie życia poza moją świadomością.Niemal wszystko odbyło się podczas snu, jednakże finał był tuż po przebudzeniu.To była noc poprzedzająca moje spotkanie ze znajomym księdzem egzorcystą,z którym byłem umówiony na wspólną modlitwę.Niewiele brakowało a do tego spotkania nigdy by nie doszło,bowiem szatan w swej desperacji chciał mnie zabić właśnie we śnie.
Ale do rzeczy……
Jak już wspomniałem to była noc.Szatan nawiedził mnie we śnie.
Sen wyglądał następująco :                                                                                                            Zostałem opętany,lewitowałem,a demon mówił przeze mnie zachrypniętym głosem „jesteś mój”. Ta krótka scena była powtarzana aż do mojego przebudzenia.Ile razy.?Nie wiem, może dwadzieścia,a może dwieście,a może dwa tysiące razy.To w gruncie rzeczy jest nieistotne.Ważne było to,co działo się tuż po przebudzeniu z tego koszmaru i gdy odzyskałem pełną świadomość.Moje serce waliło jak oszalałe,uderzenia były tak mocne,że prawie bolesne.W pewnym momencie serce zaczęło rosnąć,jak nadmuchiwany balon. Czułem jak się powiększa,a ciśnienie panujące we wnętrzu zaraz je rozerwie.Miałem świadomość że umieram,że to są ostatnie chwile mojego życia,byłem całkowicie bezradny. Sądziłem że to zator w sercu,gdyż czułem jak odpływ krwi od serca jest zablokowany,jakby zatkany korkiem,a napływająca krew rozsadzała je od środka.Bardzo szybko wypełniło się do granic wytrzymałości,dokładnie jak ten przytoczony balon,pompowany aż zrobi się wielki,niemal przezroczysty, i mruży się oczy w obawie że pęknie.Tak właśnie wyglądało moje rozdęte serce i już prawie pękało gdy wypowiedziałem te oto słowa „nie będę lękał się zła,bo Pan jest przy mnie”
I stało się,korek został wyciągnięty,krew zaczęła odpływać,serce szybko się zmniejszało i powróciło do prawidłowego rozmiaru.Nadszedł spokój,czułem błogość,czułem bliskość Boga.
Na umówioną modlitwę dotarłem,przebiegała bez zakłóceń.To jednak nie koniec,to wydarzenie odcisnęło piętno na mym sercu,stało się ono jakby sensorem wykrywającym obecność demonów,ale nie wszystkich,tylko tych groźniejszych,takich które sieją duże spustoszenie,nie tylko w psychice człowieka ale i w całym organizmie.Od tamtej nocy,gdy przystępuje do mnie demon moje serce na chwilę się zatrzymuje,takie mam wrażenie, dosłownie na jedną,do dwóch sekund a następnie rusza z impetem,jednym mocnym uderzeniem.Nie znosiłem  tego uczucia,napawało mnie lękiem bo nigdy nie miałem pewności że ruszy,ponadto chwila ta zazwyczaj oznaczała początek walki z demonem. Walka taka trwa co najmniej kilka minut,a najdłużej jak do tej pory trzy tygodnie.Dziś jest inaczej,nie czuję już lęku,bowiem nie boję się śmierci,bo już ją przeżyłem.Wszystko jest w rękach Boga,Pana mojego,gdyż Bogu swe życie oddałem i wszystko co moje.A gdy czuję demona w jakimś człowieku,modlę się,modlę za tego człowieka.Nie zawsze tak jest,bo nie zawsze czuję.
Przez to świadectwo chcę powiedzieć,że szatan,czy też demon,nie musi używać nadzwyczajnych mocy aby człowieka zniszczyć czy nawet zabić.Wystarczy mu ta prosta zdolność kreowania widzeń sennych,a organizm już sam odpowiednio zareaguje. Oczywiście nie jest to zasadą,tylko jedną z możliwości.Chcę w tym miejscu jednak podkreślić,że mówię tylko o tych demonach,których w większym lub mniejszym stopniu poznałem,czy też doświadczyłem.A uczę się wciąż,bo każdy nowy dzień to nowe doświadczenia.
Gdybym jednak opisanego powyżej ataku nie przeżył,zapewne przeprowadzona sekcja moich zwłok wykazałaby jako przyczynę zgonu zator i zawał serca,i mieliby rację,bo to prawdopodobnie miało miejsce,lecz nie wiedzieliby jednego,że przyczyną tego stanu rzeczy był krótki,powtarzający się demoniczny sen i towarzyszące mu odczucia.

Niech wam Pan Bóg Błogosławi,Ojciec,Syn i Duch Święty

Kamil 13

Ten wpis został opublikowany w kategorii ŚWIADECTWA i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *